sobota, 14 maja 2016

Drugi


N

"When she was just a girl
She expected the world
But it flew away from her reach, so
She ran away in her sleep
And dreamed of para-para-paradise, 
Para-para-paradise, 
Para-para-paradise
Every time she closed her eyes."

   Ta piosenka w stu procentach opisuje mnie. Mimo, że już nie jestem małą dziewczynką, wciąż mam jej myśli. Często wyobrażam sobie, że jak się obudzę, to będzie lepiej. Że to, co było wcześniej, jest zwykłym snem. Ale dorosłam. Musiałam szybko dorosnąć. Wiem, że życie nie zawsze usłane jest różami. Przynajmniej nie moje. Gdy miałam dziewięć lat, straciłam mamę i nienarodzonego braciszka. Wystąpiły jakieś cholerne komplikacje przy porodzie i oboje tego nie przeżyli. Od tamtego czasu mam ogromny uraz do szpitali. Później ojciec zaczął pić. Załamał się, a ja nie potrafiłam mu pomóc. Miałam przecież tylko dziewięć lat, co ja wiedziałam o świecie? Nie pojmowałam wtedy, czym jest śmierć. Tata znalazł ukojenie bólu w alkoholu, który pochłaniał go coraz bardziej. Dla mnie nie było czasu. Musiałam wychować się sama. A wychować się małej dziewczynce, wchodzącej w okres dojrzewania bez kobiecej ręki, było bardzo trudno.
    Jadę z Kennethem zjeść coś na mieście. Wiele razy mówiłam mu, że nie chcę sprawiać kłopotu, że wcale nie jestem głodna, on pozostawał jednak nieugięty. Kiedy powiedziałam, że nie mam pieniędzy, zakomunikował mi, że o pieniądze mam się nie martwić. Chciałabym nie martwić się o pieniądze. Kiedy tylko z urzędu pomocy społecznej przychodzi do nas przypisana nam suma, zawsze muszę walczyć z czasem i zabrać część kwoty, żeby zdążyć przed ojcem, który bez zastanowienia wydałby to wszystko na alkohol.
W domu to ja zajmuję się opłacaniem rachunków i jako takim zaopatrzeniem. Staram się zawsze coś ugotować, choćby była to skromna porcja zupy. Jest naprawdę ciężko. Brakuje mi mamy.
    Kenneth informuje mnie, że właśnie dojechaliśmy na miejsce. Wychodzę z samochodu i podążam za brunetem. Zajmujemy miejsce w najdalszym kącie sali.
- Idę złożyć zamówienie - zostaję sama przy stoliku. Rozglądam się po pomieszczeniu. Ściany, na których wiszą małe, kolorowe obrazki, pomalowane są na ciepły odcień żółtego. Dodatkowo kwiatki na każdym stole i parapecie. Naprawdę bardzo tu przyjemnie. Mierzę wzrokiem sylwetkę Kennetha. Jest dobrze zbudowany, przystojny, ale przede wszystkim jest dobrym człowiekiem. Znam go już kilka lat i wiem, że nie skrzywdziłby nawet muchy. Szczęściarą będzie ta, która zdobędzie jego serce.
    W międzyczasie, czuję wibracje w lewej kieszeni. Spoglądam na wyświetlacz swojego starego samsunga. Ole. Odrzucam połączenie, nie mam ochoty na rozmowę z nim. Nie chcę już nigdy więcej z nim rozmawiać. Nie po tym, co usłyszałam ostatnio.
- Zaraz przyniosą nasze śniadanie - Kenneth siada na przeciwko i lustruje mnie swoim przenikliwym spojrzeniem. - Teraz powiedz mi, co się naprawdę dzieje.
    To wszystko jest takie trudne. Boję się powiedzieć o tym, co mnie trapi praktycznie obcemu mężczyźnie. Ale poza nim, nikomu innemu chyba nie mogę zaufać. Nie mam przyjaciółki, której mogłabym powierzyć wszystkie swoje tajemnice. Żadna z dziewczyn z mojej klasy nie chce się ze mną zadawać, bo przecież nie mam firmowych ubrań, oryginalnych butów i w ogóle nie warto ze mną rozmawiać. Dlatego też zdecydowanie lepszy kontakt mam z chłopakami. Oni nie oceniają, akceptują mnie taką, jaką jestem.
- To długa historia.
- Której chcę wysłuchać - odpowiada mi po tym, jak kelnerka, która przyniosła nasze jedzenie, odeszła od stolika.
    Mówię mu całą moją historię ze szczegółami. Nie ukrywam niczego. Skoro chciał jej wysłuchać, musiał liczyć się z tym, że te szczegóły niekoniecznie będą przyjemne. Już pod koniec opowiadania o moim beznadziejnym życiu, czuję się wyczerpana. Dużo mnie to kosztuje.
- Życie porządnie skopało mnie po dupie - podsumowuję cały monolog i biorę się za jedzenie, które już od kilkunastu minut leżało na stole. - Jedzmy, bo już wystygło.
    Kenneth uważnie słuchał mojej opowieści, analizował każde słowo, które wyszło z moich ust. Nie przerwał mi ani razu, za co jestem mu wdzięczna, bo gdyby to zrobił, to nie wiem, czy dałabym radę kontynuować.
- Pomogę ci. Pomogę tobie i twojemu tacie. Wesprę was finanso... - mówi zdecydowanym głosem, kiedy już zakończył swój posiłek.
- Nie chcę twojej pomocy! - przerywam mu. - Nie opowiadałam ci tego wszystkiego, żebyś się litował nad biedną smarkulą i jej ojcem pijakiem. Chciałam się tylko komuś wygadać - agresywnie odsuwam krzesło i wybiegam z lokalu. Nie reaguję, gdy Kenneth wykrzykuje moje imię.
   Biegnę przed siebie. Zatrzymuję się koło starej opuszczonej fabryki, która mieści się kilka ulic dalej od knajpki, z której uciekłam. Osuwam się po ścianie i opieram głowę o kolana. Jestem wściekła na Gangnesa. Czy on naprawdę myślał, że ja mu powiedziałam to wszystko tylko po to, by zrobiło mu się mnie żal i żeby dał mi i ojcu kasę? Jestem bardzo wściekła.
-  Uciekaj stąd. To nie miejsce dla ciebie - słyszę głos, choć nie wiem, skąd on dochodzi. - Idź, zanim on się tu zjawi.
Rozglądam się wokół i dostrzegam kilkanaście metrów ode mnie kobietę, która leży skulona na ziemi. Jest przestraszona, cała poobijana i ma rozszarpane ubrania. Podnoszę się szybko z podłoża. Chcę się stąd jak najszybciej oddalić, ale coś mnie zatrzymuje. Nie mogę zostawić tak tej kobiety. Być może powinna być teraz w szpitalu pod opieką lekarzy. Ewidentnie ktoś ją pobił. I to dosyć mocno. Wracam do niej, lecz ona krzyczy, że mam uciekać i ratować siebie.
- Nigdzie księżniczka nie będzie uciekać - czuję nagłe szarpnięcie za ramię. Oho, mam przechlapane.
    Patrzę prosto w oczy jakiegoś przebrzydłego dryblasa, którego trzy czwarte ciała pokryte jest tatuażami. Próbuję wydostać swoją rękę z jego uścisku. Na moje nieszczęście jest to ręka, na której mam ranę. Boli coraz bardziej.
    Zaczynam czuć się jak w jakimś filmie akcji. Dziewczyna przypadkowo (czy też nie) znajduje się przy opuszczonym budynku, gdzie siedzibę ma najniebezpieczniejszy gang narkotykowy w mieście. Jak bardzo kiepska jest moja sytuacja?
   Dłonie, a raczej łapska, przebrzydłego dryblasa, błądzą nieprzyjemnie po moim ciele. Czuję jego szorstkie ręce pod koszulką. Próbuję mu się wyrwać, ale nie mam z nim szans. Łzy wypływają mi z oczu. Najbardziej okropna chwila w moim i tak beznadziejnym życiu. Błagam, niech to jak najszybciej się skończy.
    Nagle dłonie znikają spod mojej bluzki, koło mnie nie ma już tego faceta. Próbuję zobaczyć, co się dzieje, ale nadmiar łez w oczach uniemożliwia mi to. Gdy już odzyskuję ostrość widzenia, dostrzegam dwóch szamoczących się mężczyzn. Ktoś okłada kogoś po twarzy. Dryblas leży na ziemi, a mój wybawca bije go jak opętany. Ni stąd, ni zowąd, zjawia się policja. Starają się ich rozdzielić. Słyszę jakieś strzały pistoletu, później krzyki ludzi. Policyjne syreny wyją, aż głowa pęka. Wszystko dzieje się tak szybko...
    Jakaś kobieta z policji podchodzi do mnie i uspokaja mnie, prowadząc do radiowozu. W międzyczasie przyjeżdżają dwie karetki i zabierają kobietę, której chciałam pomóc i napastnika. Odwracam głowę, by zobaczyć, kto mnie uratował przed tym obleśnym typem. W momencie zamieram. Prawie cała jego twarz jest zakrwawiona. Co on najlepszego zrobił?!


***


Hejka kochane ;*
Oddaję dwójeczkę w Wasze ręce :) 
Maj to dla mnie (i pewnie dla większości z Was) bardzo intensywny czas. Muszę teraz wziąć się naukę - samo nic się nie poprawi, niestety...
Jeszcze doszło do tego prawo jazdy, za kilka dni mam egzamin, także trzymajcie za mnie kciuki!
Dlatego też, do połowy czerwca będę mało dostępna w blogosferze. Przez miesiąc raczej żadna nowość nie ukaże się na moich blogach. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie :)
U Was oczywiście będę się pojawiać, nie zawsze z komentarzem, ale będę.
No i dziękuję Wam, że jesteście, że czytacie, że komentujecie. Gdyby nie wy, to nic by się tutaj nie pojawiło. Jesteście dla mnie ogromnym motywatorem <3
Liczę na to, że rozdział Wam się spodobał.
Tyle ode mnie, do następnego ;*


14 komentarzy:

  1. Borze zielony i szumiący! Tyle się dzieje. Nie dość, że ona już dostała po dupie to tu taka akcja. Przecież nie może być wiecznie źle, więc... pojawił się wybawiciel. I od tej chwili powinno być już tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć :D
    To był Kenny prawda? Ten zakrwawiony? Ja mam nadzieję. Znaczy, beznadziejnie, że dostał po twarzy, ale dobrze, że się zjawił, bo kto wie co by się wydarzyło...
    Dziewczyna tyle przeszła i jeszcze to miałoby się wydarzyć? Masakra. Ja wiem, że ciężko jej było przełamać się i pewnie zareagowałabym tak samo na taką propozycję. Ale i tak miło ze strony Kennego :D
    Powodzenia na egzaminie :D
    Czeka niecierpliwie na ten czerwiec :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojojoj... to sie porobiło.
    Po pierwsze, szybkie dorastanie zawsze jest... szybkie. I trudne. Zwłaszcza takie jak w sytuacji Neli.
    Dobrze, że ma takiego Kenny'ego. I dobrze, że mu się wygadała. Tylko Kenny, standardowo powiedział to, czego mówić w takich sytuacjach absolutnie nie należy. Bo ludzie tacy jak Nela, nigdynie przyjmą pomocy, nie bezpośreniej przynajmniej, i potem są z tego kłopoty.
    Oj, Nela, było sie szwendać w takiej podejrzanej okolicy...? Ale dobrze, że ma tego swojego wybacę, którym - jestem na 100% pewna - jest Kenny. Wybace, który nieźle oberwał. Oby nie "za bardzo".
    I jedno pytanie mi sie nasuwa - KIM JEST OLE?!
    Tyle ode mnie. Powodzenia w nauce, przy prawku i w ogóle! Ja gorący okrsm ma już (chyba) za sobą więc wracam do blogosfery i już wkrótce coś się u mnie powinno pojawić ;).
    Weny, buźki i powodzenia, E_A :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Egzaminem na prawko się nie przejmuj - prawie zabiłam egzaminatora a i tak zdałam za pierwszym razem! Może chciał oszczędzić resztę eLek? 😂

    Kenneth chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. Może źle ujął swoje intencje? Na pewno chciał chłopak dobrze, tutaj akurat nie mam wątpliwości. Może to jednak nasza bohaterka zareagowała za ostro?
    Dobrze, że ktoś ją wyrwał z łapsk tego Seby i nic jej się nie stało...
    Tylko... Do jasnej ciasnej kto to jest Ole?!
    Czekam na następny! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem!
    Genialny rozdział, ileż tu się dzieje *.* Zdecydowanie zbyt wiele :)
    Kenneth, fajnie z jego strony, ale chyba lekko przeliczył się ze swoimi intencjami, chociaż zapewne chciał dobrze. Szkoda tylko, że nie do końca tak wyszło. Jejciu, ten ostatni akapit nieźle mnie wystraszył. Czy to był Kenny?
    Ale w głowie tłucze mi się jedno pytanie... kto to jest Ole??? (widzę, że nie tylko mnie :D)
    Czekam niecierpliwie! I powodzenia na egzaminach, na pewno dasz radę ^^
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, kochana!
    Dzieje się, dużo się dzieje.
    Jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko się potoczy. Ach... Zakończyć w takim momencie.
    Nela... Współczuję jej, ale widać, że to bardzo twardą dziewczyna i napewnk sobie poradzi. Życie jej nie rozpieszalo. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni.
    Kenneth... Chciał dobrze, ale niestety sprawy finansowe nigdy nie są najlepszą pomoc, przynajmniej na początku. Czy to on uratował Nele ? Jestem bardzo ciekawa.
    Czekam na next,
    Anahi

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja naprawdę nie mam serca, ale próbowałam sobie wyobrazić Kennetha jak się z takim bije i śmiechłam xD
    Ale właśnie...czy to na pewno on? I kim jest Ole? o.o
    Ileż się dzieje!
    Powodzenia na egzaminie! :)


    OdpowiedzUsuń
  8. Matko! Jaka akcja! Po prostu miałam wrażenie, że wszystko działo się aż zbyt szybko. Dlatego też ni jestem do końca pewna, czy wybawcą dziewczyny był Kenneth. Mógł to przecież być też ktoś inny, no nie?
    Cóż to za Ole? Czyżby brat bohaterki? Jeśli tak, do gdzie, do cholery, się podziewa? Dobra, przesadzam. Nie wiadomo kim jest Ole.
    Życzę powodzenia na egzaminie! Szczęście się na nim przydaje. Bardziej niż na jakimkolwiek innym :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, ależ narobiłaś! :O
    Rozdział jest mistrzostwem świata!
    Nie wiem od czego zacząć, bo mam tak wiele myśli, że nie wiem, co pierwsze przekazać... Zacznę chyba najlepiej od początku. :)
    Nie dziwię się, że nasza bohaterka tak zareagowała. Chciała się zwierzyć Kennethowi, nie oczekiwała żadnej pomocy. Z drugiej strony, rozumiem skoczka, bo jest empatyczny i nie chce, by dziewczyna cierpiała. Nie chciał jej urazić, ale wydaje mi się, że z tą pomocą finansową to chyba się zbytnio pośpieszył. Nie mają jeszcze aż tak doskonałych relacji, by móc się, aż tak spoufalać. Wydaje mi się, że póki co dziewczynie przyda się pomoc psychiczna z jego strony. :)
    A to, co wydarzyło się później przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zastanawiam się czy dziewczyna znalazła się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, czy może przeciwnie? Bo gdyby nie ona, tej kobiety nikt by nie znalazł. Ale z drugiej strony, ona nie wpadłaby w sidła tego "dryblasa". :/
    Jestem pewna (no może nie na 100%, ale na 99%) że tym mężczyzną, który uratował ją i tę pobitą kobietę był Kenneth. ♥
    Zakończyłaś w ten sposób, że jestem niesamowicie ciekawa, co wymyślisz dalej! :D
    Wiem, teraz muszę czekać...
    Życzę Ci powodzenia! :*
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  10. kim jest Ole? jak widać, nie tylko mnie nurtuje to pytanie!
    o matko, ale akcja! :o to się porobiło.
    Kenneth z ta propozycją się pośpieszył, zresztą Nela potrzebuje w tej chwili wsparcia psychicznego.
    czekam na kolejny
    buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś mi się wydaję, że to jednak nie Kenneth uratował Nelę. Być może się mylę, ale pierwszy do głowy wpadł mi ten tajemniczy Ole.
    Rozdz genialny.
    Przepraszam, że tak krótko, ale niedawno wróciłam z rodzinnego wyjazdu i teraz muszę ogarnąć porządnie naukę.
    Ściskam. ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. na dzień dobry chcę Cię przeprosić za poślizg! miałam niewiele czasu, na szczęście chociaż byłam w stanie opublikować coś u siebie (chwała temu, ze piszę do przodu, haha)
    ale do rzeczy.
    jejciu, Nele naprawdę została skopana przez życie.. i jeszcze prawie ją zgwałcono... potworności!
    oh, kim jest ten pan, który ją uratował? może to Kenny?.. nie wiem, czekam, aż nam to wyjawisz!
    czekam na kolejny, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział króciutki, ale za to treściwy:)
    Ten moment, gdy piosenka tak wnikliwie opisuje życie... aż nie wiadomo, co powiedzieć.
    Strasznie szkoda mi Neli. Życie bardzo ją doświadczyło, mam nadzieję, że los jej to w końcu wynagrodzi. Znowu zostawiasz mnie z masą pytań bez odpowiedzi, więc po prostu czekam na kolejny:)
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam witam! No musze przyznać, że mnie totalnie oczarowałaś :) Niebanalna historia, napisana w prosty i czytelny sposób - to się ceni :)
    Domyślam się, że to Kenneth najbardziej ucierpiał w tym wypadku, swoją drogą serce zaczęło mi bić trochę szybciej podczas końcówki :D
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i weny życzę! :))

    OdpowiedzUsuń