K
Wracam do domu, zmęczony popołudniowym treningiem. Już dawno Stöckl nie dał nam takiego wycisku. Na rozgrzewkę siedem kilometrów przebieżki, później dwie godziny intensywnych ćwiczeń na siłowni i na koniec kolejne dwa kilometry. Byłem gotowy wyzionąć ducha. Nie wiem, dlaczego dzisiaj szło mi tak ciężko.Walczę sam ze sobą, by nie zasnąć za kierownicą. Jest dopiero 18, ale wiem już, że jak wejdę do mieszkania, to wezmę szybki prysznic i od razu kładę się do łóżka. Miałem jeszcze wstąpić do supermarketu, bo w mojej lodówce jest tylko światło, ale kompletnie nie mam siły chodzić między sklepowymi półkami w poszukiwaniu produktów, które są składnikami mojej diety. Trudno, dzisiaj nic nie zjem, a jutro pojadę do centrum i skonsumuję coś na mieście.
Po zaparkowaniu auta na moim stałym miejscu parkingowym, wyłączam silnik. Pocieram rękoma twarz, by trochę się rozbudzić. Z bagażnika wyjmuję torbę treningową i zakładam ją na ramię. Zamykam klapę i kieruję się do drzwi klatki, w której mieści się moje mieszkanie. Nie zwracam uwagi na otaczającą mnie okolicę, jestem zbyt zmęczony, by interesować się czymkolwiek.
- Cześć Kenneth - słyszę jakiś dziewczęcy głos. Odwracam się i widzę, że tuż obok mnie stoi Nela, moja sąsiadka. Rzucam jej słaby uśmiech, nie stać mnie na cokolwiek innego. - Jak po treningu?
Jest wyraźnie zainteresowana moją karierą. Kiedyś powiedziała, że dopinguje mnie i stara się oglądać wszystkie konkursy Pucharu Świata. Lubię ją. Jest miłą, choć trochę zbuntowaną dziewczyną. Nie raz widziałem, jak za garażami paliła papierosy ze swoimi starszymi kolegami. Znam ją, odkąd wprowadziłem się na to osiedle, czyli już sześć lat. Pamiętam, jak na początku mówiła do mnie "panie Kenneth", ale po tym, jak parę razy ją poprawiłem, mówiła mi już po imieniu. Bardzo się zmieniła w przeciągu tych kilku lat. Z małego brzdąca wyrosła z niej piękna, młoda kobieta.
- Jak widzisz, jestem padnięty. Wybacz mi Nela, ale pogadamy kiedy indziej, okej? Czuję, że łóżko mnie wzywa - posyłam jej przepraszające spojrzenie. Jedyne, o czym marzę to sen.
- Jasne, do jutra - kąciki jej wąskich ust unoszą się lekko do góry. Urocza jest. Kiwam jej głową i kieruję się do swojego mieszkania. Nawet nie wiem, kiedy usnąłem.
×
Budzą mnie jakieś krzyki zza ściany. To pewnie u Pettersenów znowu odbywa się kolejna wielka awantura. Założę się, że jak zawsze chodzi o wódkę. Współczuję Neli, że musi patrzeć na to, jak jej ojciec alkoholik stacza się na samo dno. Z tego, co wiem od informatorek osiedlowych, czyli wścibskich starszych pań, mama Neli zmarła siedem lat temu przy porodzie drugiego dziecka, a jej mąż po tym, jak został sam z pierwszą, kilkuletnią córką, załamał się i popadł w alkoholizm. Biedna Nela, w swoim kilkunastoletnim życiu już tyle złego doświadczyła. Strasznie mi jej szkoda.
Po szybkiej porannej toalecie, zgarniam z komody klucze oraz portfel i opuszczam mieszkanie. Schodzę po schodach, zastanawiając się, w jakiej knajpce można zjeść dobre śniadanie. Wychodzę na zewnątrz, zasłaniając ręką oczy, bo zapomniałem wziąć okularów przeciwsłonecznych. Lubię jednak norweskie lato. Nie ma tu upałów, jest po prostu przyjemne ciepło.
Z rozmyślań wyrywa mnie płacz kogoś, kto siedzi na ławce obok drzwi wejściowych do klatki. Spoglądam w tamtą stronę i widzę zapłakaną Nelę. Podchodzę do niej, mając zamiar ją pocieszyć. Nie lubię, jak ktoś płacze. Szczególnie, jak płacze kobieta. To najgorszy widok dla mężczyzny, niezależnie od sytuacji. Nie zwracam uwagi na żołądek, który wydaje z siebie przeraźliwe dźwięki i buntuje się, domagając się jedzenia. Siadam koło niej.
- Nela, co się dzieje? - przybliżam się do skulonej nastolatki i delikatnie kładę rękę na jej ramieniu. Gdy odskakuje jak oparzona, natychmiast ją zabieram.
Wtedy dostrzegam coś, co sprawia, że robi mi się słabo.
- Cholera, przecież ty masz całą rękę zakrwawioną! Trzeba to szybko przemyć i założyć opatrunek - krzyczę i ciągnę dziewczynę za zdrową rękę do swojego mieszkania, by odkazić ranę. Nawet nie protestuje, maszeruje za mną bez słowa.
Każę jej siąść na brzegu wanny i z szafki wyciągam apteczkę. Obmywam ranę na jej ręce wodą utlenioną i owijam bandażem. Mimo, że nie lubię widoku krwi, dzielnie wywiązuję się z tego zadania. Uśmiecham się do niej pokrzepiająco i prowadzę ją do kuchni.
- Chcesz kakao? - pytam się, bo mama zawsze robiła mi je, gdy było mi źle. Wiem, że to pomaga.
Nela kiwa potwierdzająco głową. Przygotowuję dwa kubki, bo sam też postanawiam się napić.
- Co się stało? - nie mówię jej oklepanego "powiedz, możesz mi zaufać", bo uważam, że to może ją jeszcze bardziej spłoszyć. Jeśli uzna, że chce mi powiedzieć, to to zrobi.
Widzę niepewność w jej oczach. Nie chcę na nią naciskać, cierpliwie czekam.
- Ojciec kazał mi iść kupić wódkę, a jak powiedziałam mu, że nie pójdę, to chciał rozwalić pustą butelkę na mojej głowie, ale w porę się osłoniłam.
Sukinsyn. Przeklinam go w myślach. Jak nisko trzeba upaść, by podnieść rękę na kobietę? Na własną córkę?
- Ale nie musimy jechać z tym do szpitala, prawda? - jej cichy szept wyrywa mnie z zamyślenia.
- Na szczęście rana nie była głęboka - uspokajam ją. Przyglądam się dziewczynie. Widzę, jak siedzi skulona na krześle z nogami podciągniętymi pod brodę. Jak jej wzrok wbity jest w podłogę. Och, tak bardzo mi jej szkoda.
Siadam po drugiej stronie stołu. Podsuwam dziewczynie kubek z parującym kakaem. Bierze go ode mnie w swoje delikatne, nieduże dłonie i uśmiecha się w podzięce. Zapada długa cisza, podczas której oboje jesteśmy pogrążeni w myślach. Po chwili czuję na sobie jej spojrzenie. Nawiązuję z nią kontakt wzrokowy i właśnie w tym momencie mój głód daje o sobie znać. Burczenie jest takie głośne, że mam pewność, że Nela na sto procent je usłyszała. Nie mam wątpliwości, kiedy do moich uszu dochodzi jej śmiech.
- Może naszykuję ci śniadanie? - Nela pyta się mnie i podchodzi do lodówki. Już chcę jej powiedzieć, że nic w niej nie ma, ale brunetka mnie uprzedza. - O, chyba jednak nic nie naszykuję.
Zamyka lodówkę i opiera się plecami o nią. Wydaje się być taka niewinna.
- Jedziemy zjeść coś na mieście - zarządzam i opuszczam kuchnię. Gdy dostrzegam, że Nela za mną nie idzie, wracam do pomieszczenia. - Co jest?
- Ja nie chcę sprawiać ci kłopotu. Poza tym, nie mam żadnych pieniędzy - widzę, że czuje się zażenowana tą sytuacją.
- Hej, o pieniądze się nie martw - wyciągam do niej rękę i czekam, aż ruszy się z miejsca.
Idziemy do mojego samochodu. Wiele razy musiałem przekonywać ją, że zjedzenie z nią śniadania na mieście nie jest dla mnie problemem. Otwieram przed nią drzwi od strony pasażera.
- Mam ochotę na chińszczyznę - mówię, kiedy już wygodnie rozsiałem się za kierownicą. Spoglądam na nią z ukosa i szybko wzrokiem wracam na drogę.
- Jeszcze nigdy nie jadłam chińszczyzny - przyznaje się, spuszczając głowę.
- Na pewno ci posmakuje - uśmiecham się do niej i przygłaszam radio, bo akurat leci moja ulubiona piosenka.
"When she was just a girl
She expected the world
But it flew away from her reach,
So she ran away in her sleep
And dreamed of para-para-paradise,
Para-para-paradise,
Para-para-paradise
Every time she closed her eyes."*
***
Cześć! :)
Przybywam z jedynką :D
Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod prologiem. Nie spodziewałam się tak dużego odzewu ^^
Bez zbędnego przeciągania, mam nadzieję, że rozdział się spodobał.
[ Wszystko, co publikowanie jest tutaj, jest tylko wytworem mojej wyobraźni, fikcją literacką. Tak gwoli ścisłości ;) ]
Do następnego ;*
*cytat z piosenki Coldplay - "Paradise"
Przybywam z jedynką :D
Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod prologiem. Nie spodziewałam się tak dużego odzewu ^^
Bez zbędnego przeciągania, mam nadzieję, że rozdział się spodobał.
[ Wszystko, co publikowanie jest tutaj, jest tylko wytworem mojej wyobraźni, fikcją literacką. Tak gwoli ścisłości ;) ]
Do następnego ;*
*cytat z piosenki Coldplay - "Paradise"
Kochana...
OdpowiedzUsuńOczarowałaś mnie! :O
Ten pierwszy rozdział jest zdumiewający! Pochłonęłam go z zawrotną prędkością. Wciągnął mnie od pierwszego słowa do ostatniej kropki. ♥ Jest dosłownie cudowny! A Twój talent niecodzienny! :))
Ale co do powyższego rozdziału. ^^
Kenneth jest naprawdę sympatycznym chłopakiem. Podoba mi się jego normalność, ciepło i w ogóle całokształt. ♥
Strasznie żal mi Neli... Żaden człowiek nie zasługuje na takie piekło jak ona. :( Jej ojciec ma poważny problem z alkoholem. Normalny tata nigdy nie próbowałby rozbić butelki na głowie swojego dziecka. :x To był straszny akt desperacji z jego strony. :(
Dobrze, że Kenneth wychodził właśnie z domu i spotkał tam zapłakaną Nelę. Gdyby nie opatrzył jej rany, mogłoby wdać się zakażenie i skończyć się jeszcze gorzej. Urzekła mnie jego empatia. :)
Jestem niesamowicie ciekawa, co wykombinujesz w kolejnych rozdziałach! :D
Czekam! ^^
Buziaki :*
Hej!
OdpowiedzUsuńBardzo wciągający rozdział i zarysowujący sytuację bohaterów. Musze powtórzyć za Kennethem: biedna Nela, jak ja jej współczuję. Dobrze, że choć przez chwilę może pobyć w towarzystwie Kennetha, który zachował się jak prawdziwy superbohater. Nie każdego, niestety, byłoby stać na to, aby pomóc dziewczynie w potrzebie i zainteresować się jej problemem. Większość pewnie przeszłaby obojętnie, odwracając nawet twarz w przeciwnym kierunku.
Jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy Neli i jaki to będzie miało związek z Kennethem.
Czekam.
Pozdrawiam!
o rany, o rany.
OdpowiedzUsuńrozumiem, że śmierć żony mogła dobić mężczyznę, ale żeby o ciało własnej córki rozbijać pustą szklaną butelkę?! biedna Nela :(
dobrze, że Kenneth nie przeszedł obojętnie koło niej, jak z pewnością większość ludzi. wykrzesał z siebie chęć pomocy.
Czekam na kolejny bo jestem ciekawa co dalej będzie z Nelą i co ma do tego Kenneth :D
buziole! :*
Współczuję jej. I pół biedy, gdyby to była fikcja, która nie ma związku z rzeczywistością. Ale takie rzeczy się zdarzają i to chyba najsmutniejsze.
OdpowiedzUsuńPlus dla Kennetha, który zachował się wzorowo i ogólnie na razie sprawia wrażenie sympatycznej osoby.
Jak taki jest początek, to tym bardziej nie mogę się doczekać dalszego ciągu :)
Kiedyś wpadłam na tego bloga. Zaintrygowana bohaterami, postanowiłam go przeczytać, ale było już późno, więc odłożyłam to na kolejny dzień. A potem zgubiłam gdzieś adres... *brawo ja* Teraz, gdy go ponownie znalazłam, od razu dodam go do obserwowanych, aby mi nie umknął xD
OdpowiedzUsuńProlog tej historii wydał mi się bardzo tajemniczy. Oboje, Kenny i Nela, się pokochali, ale żałowali tej miłości. Zastanawiam się dlaczego... Może to z powodu jej ojca? Może ich relacje zostały odrzucone przez społeczeństwo? Ciężko mi to ocenić, ale na pewno jestem zaintrygowana.
Co do pierwszego rozdziału... Pierwsze co chcę powiedzieć, to wyrażenie swojego rozczarowania zachowaniem dzisiejszych ludzi. Dlaczego zdając sobie sprawę z ludzkiego cierpienia, nikt się tym nie zainteresuje? Mogę się założyć, że wszyscy sąsiedzi wiedzieli o kłopotach w rodzinie Neli, o tym, że ojciec się nad nią znęca i że pije. Ściany, z tego, co wyczytałam, nie były dźwiękoszczelne. Poza tym mamy plotkujące o tym staruszki (wniosek: każdy wiedział). Dlaczego więc nikt nie zareagował? Gdyby Nelka się nie osłoniła przed atakiem, prawdopodobnie już by jej nie było albo byłaby w ciężkim stanie w szpitalu (o ile ojciec zorientowałby się, ze coś nie gra i zadzowniłby po pogotowie I:).
Na szczęście jest pomocny Kenny, który nawet rękę potrafi opatrzyć. I zrobić kakao! Cieszę się, że Nela opowiedziała mu o całej sytuacji, zapewne będzie jej nieco łatwiej, poczuje lekkość na duszy.
Swoją drogą, między bohaterami zapewne jest kilka ładnych lat różnicy, skoro Nela zwracała się do Gangnesa per pan. Lubię takie smaczki :) Być może Kenny będzie dla niej kimś na kształt wzorowego taty?
Czekam ze zniecierpliwieniem na ciąg dalszy. To na pewno będzie ciekawa historia C: Gdy znajdę nieco więcej czasu, być może pojawię się również na Twoich innych blogach.
Całuski :*
PS. W wolnej chwili zapraszam również do siebie ^^
zostan-z-nami.blogspot.com
Wiedziałam, ze zapomniałam o czymś wspomnieć. Dodałaś tu wspaniałą piosenkę, uwielbiam Paradise, ale od dawna jej nie słuchałam. Dzięki Tobie chyba ją sobie odświeżę.
UsuńDziękuję za przypomnienie mi o jej istnieniu :)
o mamuniu, nasza pani N, czyli Nele, ma naprawdę ciężko... a jej młodsze rodzeństwo? przecież to dzieciaki... dlaczego nikt nie reaguje?
OdpowiedzUsuńoh, Nele chyba od początku coś ten tego...;D a Kenny... hmmm...
czekam na kolejny! dużo weny :*
Cześć :D
OdpowiedzUsuńJuż mnie masz :D Wciągnęłam się i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D
Biedna Nela :( Tyle cierpienia w życiu. Współczuję dziewczynie takiego ojca. Brak szacunku i liczy się tylko alkohol. Nie dziwię się, że woli przebywać poza mieszkaniem.
Kenny i jego dobra dusza. Dobrze, że jej pomógł i z nią został. Coś czuję, że tu zawiąże się prawdziwe porozumienie. Przynajmniej mam nadzieję :D
Jak już wspominałam, czekam na kolejny :D
Buziaki ;*
Współczuję Neli i to serdecznie. Mieć ojca, który nie ma jakichkolwiek hamulców... Eh, nie rozumiem takich ludzi. Ja rozumiem, że alkohol robi z mózgu galaretkę, ale trzeba też znać jakieś granice szacunku, w szczególności, gdy chodzi o zachowanie wobec córki.
OdpowiedzUsuńPowiem szczerze, że lubię Kennetha. Naprawdę, zrobiłaś z niego taką dobrą, uroczą duszyczkę i to mnie kupuje. :)
Do następnego!
Buźka. ;**
Wyobrażam sobie to co przeżywa Nela i jak trudna jest jej sytuacja. W ogóle powinno się to gdzieś zgłosić, jak zachowuje się jej ojciec. A co do Kennetha to widać, że taka dobra dusza. W nim cała nadzieja.
OdpowiedzUsuńJestem!
OdpowiedzUsuńNo, kochana, oczarowałaś mnie pod każdym względem. Genialny rozdział! *.* Ja nie wiem, skąd ty bierzesz tyle pomysłów, ale... też bym chciała takie mieć :D
Strasznie współczuję Neli, biedna dziewczyna. Nie chciałabym być ani przez sekundę w jej skórze. Tak samo, jak nie chciałabym mieć takiego ojca. Skąd w ogóle biorą się tacy podli ludzie na tym świecie?
Bardzo podoba mi się postać Kennetha, kupił mnie w całości. Świetnie go wykreowałaś. Taka dobra duszyczka, która aż garnie się do pomocy :)
Jestem ciekawa, co dalej się wydarzy.
Weny!
Buziaki :**
Pierwsze co ciśnie mi się na usta to "O Boże!"
OdpowiedzUsuńTo z czym Nela musi żyć jest okropne... Jej ojciec to skończony idiota. Naprawdę, aż szkoda słów.
Za to Kenneth... Widzę, że z niego to taka dobra duszyczka, czuję, że pomoże naszej bohaterce.
Czekam niecierpliwie na kolejny i ściskam ;*
Czemuż nie dotarła do mnie informacja, że pojawiła sie tu jedyneczka...? Jak sie nie obserwuje, to nie nie widzi, ot co! Ale już nadrobiłam to niedopatrzenie ;).
OdpowiedzUsuńDziś taki Kennethowy odcinek, ciekawi mnie werrsja Neli. Bo tutaj widzę, że Nela łątwego życia nie ma. Podoba mi sie ta ich luźna relacja, że Kenny pamięta ją jako jeszcze nastolatkę. Ale na razie czuje wzgledem niej głównie wpsólczucie, moze nawet troche litość, choć brzmi to raczej pejoratywnie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy, czekam na wersję Neli, bo huh. Ciekawi mnie co jej w duszy gra :>
Z uwag technicznych: momentami zmienia Ci się czas narracji i w tym miejscu:"Wiele razy musiałem przekonywać ją, że nie zjedzenie z nią śniadania na mieście nie jest dla mnie problemem" masz chyba o jedno "nie" za dużo.
Tyle ode mnie, przpraszam zapowierzchowność tego komentarza, ale mam troche szalony tydzień teraz. Zapraszam do siebie i duuużo weny życzę!
E_A :*
Bardzo Cię przepraszam, że nie poinformowałam. Kompletnie nie wiem, jak to się się stało.
UsuńI dziękuję za zwrócenie uwagi na błąd. Faktycznie, jedno "nie" niepotrzebnie się wkradło :)
Dobrze, że mam taką spostrzegawczą czytelniczkę ;)
Nie szkodzi, nie zapisywałam się na informacje, po prostu zapomniałam zaobserwować, ale już naprawiłam ten błąd :>. Zawsze do usług ;)
UsuńZ góry przepraszam, że będzie krótko, ale czasu nie mam. ;/ A skoro już przeczytałam to nie wypada nie skomentować, nawet kilkoma słowami, prawda? Obiecuję, że przy kolejnym będę bardziej wylewna. :)
OdpowiedzUsuńOjej. ;c Nela nie ma zbyt ciekawego życia. Współczuję dziewczynie. Ogólnie to ile ona ma lat? Wydaje mi się, że nie napisałaś tego wprost, używałaś słów typu "nastolatka", więc zakładam, że nie ma po powyżej 20.
Kenneth to dobry człowiek. Dobrze, że w jakiś sposób pomaga dziewczynie i ma z nią dobry kontakt.
Z niecierpliwością czekam na kolejny i dużo weny życzę.
Ściskam. ;*
Fenomenalny rozdział! Nie wiem, czy już to mówiłam, ale uwielbiam Twój sposób pisania. Z jednej strony wszystko jest oczywiste, a z drugiej takie tajemnicze i pełne zagadek!
OdpowiedzUsuńUwielbiam.
Buziaki:*